wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 9: "I have to leave"

- Carly. – Jason krzyknął, wchodząc do domu. Właśnie wrócił od Andrew i na szczęście, był na tyle spokojny, by porozmawiać o jego nieuniknionych planach.
- W sypialni – odkrzyknęła. Westchnął i poszedł za jej głosem wzdłuż korytarza, zanim mu przerwano.
- Tatusiu – usłyszał głos za sobą. Odwrócił się, by zobaczyć Alyssę wyciągając głowę ze swojej sypialni. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy go zobaczyła i pobiegła w jego kierunku. Nie mógł nic na to poradzić, ale wyciągnął swoje ramiona do niej i uśmiechnął się, podnosząc ją na ręce.
- Cześć dziecinko – powiedział. – Co robisz?
- Bawię się moimi nowymi Barbie. Chcesz iść? – zaprosiła go. Jason zachichotał.
- Będę za parę minut okej? Muszę najpierw porozmawiać o czymś z mamusią – powiedział jej, jego twarz upadła, kiedy zauważył zmarszczone brwi na jej twarzy. – Obiecuję, że niedługo będę.
Westchnęła. – Okej. – Położył ją na ziemi i obserwował, jak podskakuje do jej pokoju. Chichocząc, z powrotem zwrócił swoją uwagę, do chyba mogę powiedzieć, misji. Wszedł do pokoju Carly, znajdując ją leżącą na łóżku, czytając powieść Nicholasa Sparksa. Duchowo przewrócił oczami. Nie rozumiał, co dziewczyny lubiły tak bardzo w tych książkach. Były takie nierealistyczne. Nikt nie znajdzie takiej miłości. Nigdy, chyba, dlatego zrezygnowałem z tego, Jason pomyślał.
- Hej. – Carly odezwała się. Odłożyła książkę i usiadła, poklepując miejsce obok siebie na łóżku. Ochoczo podszedł i usiadł koło niej.
- Spójrz, musimy porozmawiać – powiedział jej. Natychmiast zmartwiona mina pojawiła się na jej twarzy i odwróciła swoje ciało twarzą do niego.
- O czym? – zapytała.
Jason westchnął, zanim zaczął swoje wyjaśnianie. – Więc wiesz jak umarł mój przyjaciel Asher? – Carly kiwnęła głową. – I pamiętasz tego faceta, który podszedł do nas w restauracji? – Carly powtórzyła czynność i pozostała cicho, czekając by Jason kontynuował. – Asher jest mu winny dużo pieniędzy. I z jakichś powodów oczekuje, żebym ja był tym, który mu je zwróci. Powiedziałem mu o tobie, Alyssie, Asherze, wszystkim. Ale odmówił mi pomocy. – Jason wziął głęboki oddech. – Nie mogę zdobyć pieniędzy na sobotę Carly. To nie możliwe. - przełknął ślinę.
– Więc, o co ci chodzi? – mruknęła.
- Muszę wyjechać Carly. – Jason powiedział jej, jego oczy zetknęły się z jej. Mógł wyczytać rozczarowanie w jej brązowych kulach.
- Ale… Jason, ty, ja, co z Alyssą? Obiecałeś Jason – powiedziała, porywając się.
- Nie, nie, Carly – przysunął się bliżej niej. – To w ogóle nie tak, okej. Po prostu muszę na chwilę uciec. To nie jest coś, czemu tym razem mogę zapobiec. Muszę to zrobić dla nas wszystkich. Zwłaszcza dla was. Jeśli zostanę tutaj, przyjdzie po mnie. I jeśli zawsze jestem z wami dwoma, narażę was dwie na niebezpieczeństwo. Jakim teraz byłbym ojcem, gdybym pozwolił, żeby to się wydarzyło? – zapytał ją, zakładając zbłąkane włosy za jej ucho.
- Rozumiem – pociągnęła nosem. – Naprawdę, rozumiem. Jest w porządku. – Strzepnęła dłoń Jasona z twarzy i odwróciła wzrok, wycierając łzę, która jej się wymknęła.
- Proszę, nie płacz – błagał. Gdyby istniała jedna słabość, którą miał, to patrzenie jak dziewczyny płaczą. Nie mógł tego znieść. – Proszę – wymamrotał znowu. Pociągnęła nosem i spojrzała na podłogę. Carly zwinęła wargi do swoich ust, walcząc z powracającymi łzami. – Carly, proszę, spójrz na mnie. – Carly niechętnie odwróciła wzrok do niego. – Naprawdę nie chcę was opuszczać. Uwierz mi. Ale muszę. Nie będę tam długo, obiecuję.
Skinęła głową. – powiedziałam ci, że rozumiem.
- Więc dlaczego płaczesz?
- Dlatego! – warknęła. Jego oczy rozszerzyły się przez jej nagły wybuch. Carly westchnęła i osunęła się do przodu. – Nie chcę, żebyś zostawiał Alyssę, Jason. Myślałam, że już ci to mówiłam wcześniej. Naprawdę lubię mieć cię tutaj. Nie chcę wracać do wychowywania jej sama.
- Tak mi przykro, że muszę wyjechać. Wrócę, obiecuję. Możemy pozostać w kontakcie przez Skype’a albo telefon, więc będziecie mogły mnie wciąż widzieć. Wszystko będzie dobrze okej? – Jason starał się ją upewnić. Pociągnęła nosem i kiwnęła głową. Jason westchnął i uspokajająco pogłaskał jej plecy, zanim zjechał dłonią w dół do jej talii. Przyciągnął ją naprzeciwko siebie i trzymał ją mocno, chowając twarz w jej włosy.
- Kiedy wyjeżdżasz? – zapytała go.
- Jutro rano.
Nie odpowiedziała. W zamian westchnęła. Głośno.
- Możesz mi coś obiecać? – mruknął cicho. Kiwnęła głową. - Proszę nie trzymać Alyssy z dala ode mnie, kiedy wrócę. Proszę – błagał.
- Dlaczego miałabym ci to zrobić Jason? – zapytała go, wycofując się z jego uścisku. Ponownie odwróciła swoje ciało twarzą do niego.
- Nie pamiętasz? Powiedziałaś mi, że jeśli odejdę, to tak będzie. Nie mógłbym zobaczyć jej znowu – przypomniał jej.
- Jason, to jest bardzo trudna sytuacja. Chodziło mi o to, że jeśli odejdziesz, bo byłeś zmęczony byciem ojcem czy raczej wybrałbyś swoją kryminalną karierę zamiast niej, nie byłbyś w stanie wrócić. Oczywiście będziesz mógł zobaczyć ją, kiedy wrócisz – zapewniła go, pozwalając, by uwolnił głęboki oddech.
- Ale będę mógł cię też zobaczyć? – zapytał, uśmiech wśliznął się na jego twarz.
Zachichotała. - Myślę, że tak. Uśmiechnął się i z powrotem przyciągnął ją do klatki piersiowej. – Dziękuję. – całując czubek jej głowy, wstał z łóżka i zaczął iść w kierunku drzwi.
- Gdzie idziesz? – Carly zapytała.
- Muszę powiedzieć Alyssie – skrzywił się, zanim otworzył drzwi.
- Chcesz pomocy? – zaproponowała.
- Myślę, że dam radę. Dam ci znać, jeśli będę cię potrzebować. – otworzył drzwi i wszedł na korytarz, zanim udał się do pokoju Alyssy. Drzwi były otwarte i każde światło w jej pokoju było zapalone. Górne światło, obie lampy, lampka nocna. Obdzierała rachunek za prąd dla Carly. Co przypomniało Jasonowi, że musiał zacząć pomagać z rachunkami, jeśli zamierzał tam mieszkać.
- Tatuś! – zawołała, kiedy zauważyła, jak wchodzi. – Spójrz! Mam tą Barbie dla ciebie! – uśmiechnęła się dumnie i podniosła blond Barbie z niebieskim body ze spandexu i tonem makijażu.
- Dziękuję, kochanie – powiedział jej, biorąc Barbie z jej uchwytu. – Aly, muszę z tobą porozmawiać – powiedział, siadając na podłodze koło niej. Postawił Barbie na ziemi obok siebie i pociągnął swoją córkę na kolana. – Jest coś, co muszę ci powiedzieć – powiedział, przesuwając Aly na jedno kolano, więc mogła teraz patrzeć na niego, bez patrzenia przez ramie.
- Co? – Zapytała swoim słodki, wysokim, dostosowanym głosem.
- Tatuś zamierza wyjechać na trochę — powiedział jej. Natychmiast zmarszczyła brwi i jej oczy zaczęły wypełniać się łzami. Jej wyraz twarzy przypominał mu tak bardzo jej matkę.
- Dlaczego? Gdzie jedziesz? – Zapytała, jej głos drżał.
- Muszę się zająć paroma rzeczami. Okej? Będę niedługo.
- Nie chcę, żebyś jechał — płakała. - Wiem kochanie. Też nie chcę jechać, ale muszę. - przytulił ją mocno, kiedy płakała. Jason delikatnie pogłaskał jej włosy, próbując ją uspokoić. - Wciąż będziemy rozmawiać, dobra? Ty i mamusia możecie do mnie dzwonić albo rozmawiać na video chacie, kiedy tylko chcecie.
- To... Nie! - przytuliła go mocniej jak on ją. Teraz chciał zostać jeszcze bardziej. To zdecydowanie niczego nie polepsza. - Obiecujesz, że wrócisz?
- Obiecuję. Nie mógłbym was nigdy opuścić. – pocałował czubek jej głowy jak jej matki parę minut temu.
- Ki-kiedy w-wyjeżdżasz? – pociągnęła nosem.
- Wyjeżdżam jutro rano – poinformował swoją córkę.
- Okej. Więc jeszcze możesz mnie utulić do snu, prawda? – ożywiła się. Jason zachichotał przez jej huśtawki nastroju.
- Tak, Aly, mogę jeszcze się utulić do snu dzisiejszego wieczory – zachichotał. – Co powiesz na to, byśmy teraz wrócili do tych Barbie?

Carly obudziła się około drugiej nad ranem przez dźwięk płaczu jej córki, pochodzącego z korytarza. Marszcząc brwi, wstała z łóżka i poszła wzdłuż korytarza do pokoju Alyssy. Wszystkie światła były wyłączone, a drzwi zamknięte. Reszta domu była cicha, pomijając jej płacz.
- Aly – powiedziała, podczas gdy otwierała drzwi, nie chcąc jej przestraszyć.
- Mamusiu – płakała. Carly podeszła i zapaliła lampkę koło łóżka Alyssy, zanim usiadła obok niej.
- Hej, co jest kochanie? – zapytała, wycierając kilka łez Alyssy. Alyssa strzepnęła jej dłoń i skrzyżowała ręce na swojej klatce piersiowej.
- Alyssa May – Carly skarciła ją. – Nie bij mamusi.
- Chcę tatusia! – krzyknęła.
- Alyssa, tatuś śpi.
- Nie, ja chcę teraz tatusia! – skomlała. Zanim mogła poprosić swojego malucha by się uciszyła, drzwi znowu się otworzyły i wszedł Jason. Jego włosy były w nieładzie a oczy zmrużone, dostosowując się do światła. To było jasne, że właśnie się obudził. Para dresów wisiała nisko na jego pasie. Był kompletnie goły na górze, dając Carly dobry widok na jego mięśnie. Nie mogła nic na to poradzić, ale oblizała usta przez ten widok.
- Tatuś – Alyssa łkała, zsuwając się z łóżka. Podbiegła do niego, a on zgarnął ją w swoje ramiona, zanim zaniósł ją z powrotem do łóżka. Usiadł koło Carly z Aly na swoich kolanach.
- Co jest dziewczynko? – zapytał ją, wycierając jej łzy. Carly wewnętrznie przygnębiła się, przez to, jak Alyssa pozwoliła mu to zrobić, nie jej. Nie mogła nic na poradzić, ale poczuła się trochę zazdrosna. Alyssa mocno przytuliła Jasona i kontynuowała płakanie w jego klatkę piersiową.
- Nie chcę, żebyś jechał – płakała. Jason głośno westchnął i przytulił ją mocno, zamykając oczy, próbując dzielić tę ostatnią chwilę tak długo, jak to możliwe.
– Muszę kochanie.
- Nie – jęknęła – nie możesz.
- Aly, tatuś powiedział, że możemy z nim rozmawiać cały dzień, jeśli chcemy, okej? To będzie tak, jakby nawet nie pojechał. – Carly próbowała uspokoić córkę. Uspokajająco potarła jej plecy i oparła głowę na ramieniu Jasona, gdy oboje próbowali zrelaksować swoją córkę. Alyssa nie odpowiedziała. Jason spojrzał w dół i zobaczyć, że faktycznie zasnęła. Zastanawiał się, jak sen mógł osiągnąć ją tak szybko, ale nie kwestionował tego. Położył ją z powrotem do jej łóżka i schował ją w nim. Od razu ucałował jej czoło na dobranoc i zgasił lampkę nocną, wstał i poszedł za Carly przez drzwi. Gdy drzwi Aly były zamknięte, zostali zalani ciemnością. Jason na oślep odnalazł dłoń Carly i przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej. Trzymał ją mocno.
– To właśnie sprawia, że wszystko jest jeszcze trudniejsze.
Carly westchnęła. – Wiem. Ale ona teraz śpi.
Skinął głową. – Też powinniśmy iść spać.
Zanuciła w zgodzie. – Zapraszam do spania ze mną przez resztę nocy, Jason.
- Okej.

Jason obudził się około piątej i postanowił, że będzie najlepiej, jeśli wyjedzie wcześnie, zanim dziewczyny się obudzą. Zaoszczędziłoby to im całego stresu i kłopotów. Żadnych beznadziejnych pożegnań. Wstał z łóżka i po cichu opuścił sypialnię, szedł wzdłuż korytarza do salonu. Nie wziął nic ze sobą, więc to nie jest tak, że naprawdę miał coś do pakowania. Jednak zanim wyszedł, podszedł do lodówki, oderwał kawałek papieru z podkładki na listy i zaczął pisać liścik do Carly i Alyssy. Nie obudzą się, kiedy odejdzie, nie mógł po prostu wyjechać bez pożegnania. Jaki ojciec by to zrobił? Od razu, gdy skończył pisać notatkę, podszedł do drzwi i wsunął buty i kurtkę. Tak cicho, jak to po ludzku możliwe, pociągnął drzwi wejściowe domu, otwierając je i zrobił krok na zimne, poranne powietrze. Zanim mógł pójść za daleko, głos zatrzymał go.
- Tatusiu! – Alyssa krzyknęła, podbiegając do niego. Wewnętrznie jęknął i ucieszył się, gdy wszedł z powrotem do domu. Wiedział, że to uczyni wszystko o wiele trudniejsze, ale był również zadowolony, że pocałuje na pożegnanie swoją dziewczynkę.
- Muszę iść kochanie – powiedział jej, kucając do jej poziomu.
- Nie tatusiu, nie idź – oplotła ramiona na jego szyi. Nie mógł nic na to poradzić, ale rozdarł się trochę. Nie chciał opuszczać swojej córki bardziej niż ona chciała, żeby wyjeżdżał. Trzymał ją mocno, jakby to był ostatni raz, kiedy może ją zobaczyć. Modlił się, żeby tak nie było, ale kto wie?
- Muszę Aly. Obiecuję, że niedługo wrócę. – odsunął się i pocałował kilka łez na jej policzkach. – Zadzwonię do ciebie później, dobra? I możemy rozmawiać przez video czat, przed spaniem, jeśli chcesz. - Skinęła głową.
– Kiedy wrócisz?
Westchnął. – Niedługo, kochanie. Dobrze?
Kiwnęła głową i jeszcze raz go przytuliła. – Kocham cię tatusiu.
Przełknął. – Też cię kocham Alyssa. – całując ją ostatni raz w usta, wstał. – Do zobaczenia później. Kiwnęła głową. – Pa tatusiu.
I z tym, odszedł przez frontowe drzwi, zostawiając za sobą zarówno swoją córkę jak i jej matkę.


                                        
Kolejny rozdział:)
Co sądzicie? Piszcie w komentarzach!

środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział 8: "Archer's dead"

Jason


Zamykając drzwi, wyszedłem na deszcz i pobiegłem do samochodu. Szybko wskoczyłem do niego i uruchomiłem silnik. Musiałem się tym zająć. Teraz, zanim to wszystko nie posunie się za daleko. Albo jeszcze dalej, powinienem powiedzieć. Powoli wycofałem z podjazdu, mając nadzieję, że nie przyciągnę uwagi Carly czy mojej córki, która, tak czy inaczej, powinna spać. I nie mogę zaprzeczyć, że czuję się źle zostawiające je tak nagle w środku nocy, ale na pewno one zrozumieją, kiedy im wszystko wyjaśnię. Cóż, Carly zrozumie tak czy inaczej. Mam nadzieję. Napęd milczał. Było słychać tylko dźwięk opon samochodu najeżdżających na kałuże. Niebo było coraz ciemniejsze i ciemniejsze, z minuty na minutę, powodując deszcz, który stawał się coraz cięższy. Mogę ustawić wycieraczki na pełną parę, ale nawet nie mogłem zapobiec deszczu, który oślepiał mnie na kilka sekund. Wiedziałem, że będę musiał załatwić to szybko lub inaczej będę musiał tam zostać na noc. Nie ma mowy, że będę w stanie dojechać do domu, jeśli skończy się to znacznie gorzej i patrząc na to, to będzie już wkrótce. Cholera. Dlaczego nie mogłem poczekać do jutra, aby to zrobić? Ponieważ jestem empatycznym skurwielem. Dlatego. Zatrzymałem samochód na podjeździe i zgasiłem samochód, biorąc kluczyki ze stacyjki. Oparłem się o oparcie i wypuściłem z płuc ciężkie powietrze, nie zdając sobie sprawy, że je trzymałem. Rzucając okiem na dom przede mną, moja pamięć wcale nie mogła pomóc, zalewając mnie falą wspomnień. Czułem się, jakbym nie był tu wieki, kiedy naprawdę to tylko około sześciu miesięcy. Przeczesałem ręką moje wilgotne włosy i otworzyłem drzwi samochodu, przed sprintem w górę po schodach. Pieprzona pogoda. Zawsze taka trudna. Zapukałem do drzwi jak zwykle pięć razy. On będzie wiedział kto to jest. Czekałem tylko kilka chwil przed drzwiami, zanim zostały otwarte. Stał tam mój "przyjaciel" Andrew. Pracowaliśmy w gangu razem. Był jedyną osobą, której czułem, że mogę zaufać. Tak więc, oczekiwałem Ashera... Włosy Andrew'a kiedyś blond i długie, były krótko obcięte z niepewną kaskadą w dół jego kości policzkowych. Jego włosy przycięte tak, że nie spadały po bokach. Spojrzał na mnie tymi znanymi, niebieskimi oczami i uśmiechnął się.
- Jason! - Krzyknął, wyciągając rękę do mnie. - Nie widziałem cię od wieków. - Przyciągnął mnie do siebie w męskim uścisku, po chwili pozwalając mi odejść. Trzymał drzwi swojego domu, otwierając je przede mną, a ja szybko wszedłem, omijając go. Przetarłem swoje buty o starą matę za drzwiami i przyjrzałem się pomieszczeniu. Było tak samo, jak pamiętam. Te same meble, wciąż stały w tych samych kątach pokoju, stare talerze i zgniła żywność leżała na stoliku do kawy. Wciąż nie rozumiem, dlaczego w końcu się tym nie zajmą.
- Więc co cię tu sprowadza? - Andrew spytał mnie. Odwróciłem się do niego. Miał ręce w kieszeniach, a on kołysał się tam i z powrotem na starych butach do pracy.
- Przyszedłem porozmawiać na temat King'a. - powiedziałem. Jego jabłko Adama poruszyło się, kiedy przełknął ślinę. Jego oczy rozeszły się ze strachu.
- Co z nim? - wymamrotał.
- Przeszedł do mnie zeszłej nocy. Groził mi. Powiedział, że Asher miał mu oddać pieniądze i jestem teraz jedyną osobą, która musi mu je oddać. - powiedziałem.
- Dlaczego trzeba go spłacić? - Andrew zapytał. Obszedł mnie i usiadł na oparciu poszarpanej kanapy. Położył dłonie na kolanach i czekał.
- Asher nie żyje. - wymamrotałem. Andrew zamarł, jego szczęka została otwarta.
- Nie, nie. On nie może. On nie może być martwy. On był najsilniejszy w gangu. Nie ma mowy... - Andrew urwał, przenosząc wzrok na nic innego w pokoju oprócz mnie. - O mój Boże. - powiedział, pozwalając sobie zakryć twarz dłońmi.
- Teraz muszę posprzątać jego bałagan. King powiedział, że jeśli nie dostanie pieniędzy w tygodniu, będę "płacić za błędy mojego przyjaciela". - zacytowałem słowa King'a.
- Cóż, to jest kurwa śmieszne. Co zamierzasz zrobić? - zapytał mnie, siadając prosto tylko po to, by po chwili się zgarbić.
Wzruszyłem ramionami. - Nie wiem. Nie mogę teraz zdobyć tych pieniędzy, Andrew. Nie ma mowy, zwłaszcza w pieprzony tydzień.
- Stary, wiesz jak to zrobić. Jeśli nie dostanie ich zbyt szybko, nie zawaha się zabić. - Andrew powiedział szczerze.
Powoli skinąłem głową. - Wiem, wiem. Ale nie mogę na to pozwolić. Mam rodzinę, przy której muszę teraz być. - powiedziałem. - Może będę tyl...
- Czekaj. - Andrew przerwał mi. - Rodzina? Czy Jason McCann właśnie powiedział, że ma rodzinę? - jego oczy wyglądały jakby miały zaraz wypaść, kiedy spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Nigdy nie byłem facetem, który chciał mieć rodzinę, ponieważ tak naprawdę nigdy nie miałem rodziny, dorastając, jakiejkolwiek. A przynajmniej tego nie odczuwałem.
- Myślałem, że nigdy nie chciałeś mieć rodziny. To dla nich wszystko pozostawiasz? - spytał, unosząc brwi.
- Tak, cóż, myślałem nad tym. Nie wiedziałem nawet, że mam dziecko, aż do tygodnia lub dwóch wcześniej. - przewróciłam oczami. Zanim zdążyłem powiedzieć coś więcej o tej sprawie, zmieniłem temat. Potrzebowałem mieć tę rozmowę i po prostu mogłem wrócić do domu. - Tak czy inaczej, pomożesz mi czy nie? - zapytałem go, opierając się o najbliższą ścianę.
Wzruszył ramionami i spojrzał na podłogę. - Nie wiem, stary. Gdzie oczekujesz dostać pieniądze ode mnie?
- Słuchaj, wiem, że to będzie trudne dla ciebie zrobić. Dla mnie również. Ale Asher był też twoim najlepszym przyjacielem. Jeśli ja będę musiał spłacać jego zadłużenia lub cokolwiek, to ty też. - zmrużyłem brwi, mam nadzieję, że dociera do wiadomości, że nie jestem tutaj, aby poeksperymentować. Przyjechałem tutaj z jednego powodu i tylko jednego powodu.
- King przyszedł po ciebie, człowieku. Nie mnie. Nie chcę angażować się w to gówno, znowu. - warknął.
- Cholera, Andrew, pomogłem ci, ocaliłem twoje życie tyle pieprzonych razy. Nie możesz mi pomóc, tylko raz! - krzyknąłem.
- Nie wiem co robić Jason! Nie ma sposobu, żebym mógł ci pomóc! Tym razem to twój problem, kolego. Nie mój. - powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Zaśmiałem się ponoru. - Dobrze, będę o tym pamiętał.

Jazda do domu była dokładnie taka sama jak wcześniej tylko deszcz był bardziej uciążliwy. Grzmot zabrzmiał na niebie i piorun przeciął widok przede mną. Moje oddechy wychodziły z płuc naprawdę szybko. Nie mogłem uwierzyć, że mój jedyny przyjaciel mnie tak zawiódł. Zostawił mnie, każąc mi radzić sobie na własną rękę. Zrobiłem tyle gówna dla tego skurwysyna, a to jest to, jak się mi odpłaca? Pieniądze dla Kinga musiały być w tym tygodniu. Nie miałem pomocy, nie miałem pracy, a nie mam możliwych sposobów do uzyskania wszystkich pieniędzy. Bunt wobec prawa nie jest już opcją. Nie mogę wykorzystać szansy złapania mnie ponownie. Była tylko jedna rzecz do zrobienia.

Musiałem odejść.

                                   
Hej!
No to na jakiś czas tu wróciłam i postaram się przetłumaczyć jak najwięcej rozdziałów przez sierpień! Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał, jeśli tak to proszę o komentarz, a jeśli nie, to też coś napiszcie!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Informacja

Przepraszam za to, ze rozdzialy sie nie pojawiaja i nie wiem kiedy kolejny sie pojawi. Nie wiem czy tlumaczenie tego ff mi sie oplaca z racji tego, ze wiekszosc osob juz nie czyta ff i tutaj osob tez jest malo. Jak narazie musze zajac sie szkola, niedlugo mam egzaminy i one sa dla mnie wazne, dostalam rowniez prace, przez co mam jeszcze mniej czasu na ff czy siedzenie i tlumaczenie. Mozliwe ze dodam cos za jakis czas, nie wiem i nie chce nic obiecywac. Z gory wasz przepraszam!

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 7: "You're too loud, mommy."

Carly


"Jason, Jason" mówiłam do niego wchodząc za nim do domu. Miał Alyssę opartą na biodrze, gdy wszedł przez drzwi. "Jason, muszę z tobą porozmawiać" powiedziałam, zamykając za sobą drzwi. Unikał rozmowy odkąd wyszliśmy z restauracji, a ja potrzebowałam wiedzieć co się dzieje.
Teraz.
"Tato, jestem zmęczona" Alyssa wymamrotała, opierając głowę na ramieniu ojca. Pogładził jej włosy delikatnie wolną ręką i pocałował ją w bok głowy.
"Myślę, że nadszedł czas, abyś się położyła" powiedział. Skinęła głową przy jego ramieniu, a on zaniósł ją do jej pokoju.
"Jason" powiedziałam surowo.
"Nie teraz, Carly" westchnął, wchodząc do pokoju Alyssy.
"Więc kiedy? Unikałeś mnie cały wieczór!" krzyknęłam, powodując, że Aly skrzywiła się i zakryła uszy.
"Jesteś zbyt głośno, mamusiu" skarciła mnie. Ułożyłam ręce na swoich biodrach, po czym poszłam za nimi do małego pokoju.
"Przepraszam, kochanie" przeprosiłam, gdy Jason pomagał jej się przebrać w piżamę.
"W porządku, mamo" powiedziała, a następnie ziewnęła. Jason wziął ją w ramiona i zaniósł ją do łóżka, przykrywając ją. Podeszłam powoli do nich. Powoli pochyliłam się i pocałowałam ją w czoło. "Dobranoc, kochanie" szepnęłam. "Dobranoc" mruknęła w odpowiedzi.
"Przyjdę za chwilę" Jason powiedział do mnie. Wzięłam to jako sygnał do wyjścia, jak też zrobiłam. Poszłam w stronę mojej sypialni i zaczęłam przeglądać swoje piżamy, szukając czegoś wygodnego do łóżka. Westchnęłam przeglądając wszystko. Nic nie mogło mnie teraz uszczęśliwić. Chciałam tylko wiedzieć, co się dzieje, bo wkrótce zwariuje.
Po chwili, która się wydawała godziną, Jason wszedł do mojej sypialni i usiadł na brzegi łóżka. Przyglądał mi się. Zamknęłam szuflady komody, rezygnując ze znalezienia czegoś, co mogłabym ubrać i odwróciłam się do mnie twarzą.
"No i co?" zapytałam, chcą, aby powiedział mi jego historię. "O co w tym wszystkim chodzi? Kim był ten facet?"
"Jest po prostu facetem, z którym kiedyś pracowałem" powiedział.
"Pracowałeś? Czyli jak jeszcze byłeś w jednym z tych gangów?"
Pokiwał głową. "To nic czym miałabyś się martwić. Mam wszystko pod kontrolą."
"Oczywiście, że to jest coś, o co muszę się martwić. Jason, praktycznie mieszkasz z nami. Mamy razem dziecko, z którym spędzasz dużo czasu. Jeśli jesteś w niebezpieczeństwie, to my też" powiedziałam mu, a moje wyjaśnienie było w stu procentach prawdziwe.
"Nie, do cholery, nie jesteście!" wstał. "Wszystko będzie z wami dobrze, okej? Powiedziałem ci, mam wszytsko pod kontrolą! Nie musisz się o to martwić."
"Dlaczego on dalej próbuje się do ciebie? Myślałam, że skończyłeś z gangami" powiedziałam.
"Tak jest! To jest coś, co stało się dawno temu i najwyraźniej, nie przeszło mu. Nic ci się nie stanie, Alyssie nic się nie stanie, wszystko będzie dobrze" zapewnił mnie.
"Co z tobą?"
Milczał. "Ja.." wahał się "Mi też nic się nie stanie."
"Jason" westchnęłam i usiadłam obok niego na łóżku. Kładąc dłoń na jego ramieniu, mówiłam dalej. "To nie tak, że boję się tylko o siebie i moją córkę. Nie chcę, aby coś ci się stało" wyznałam.
Odwrócił głowę i spojrzał na mnie, marszcząc brwi. "Dlaczego cię obchodzi czy coś mi się stanie, czy nie?"
"Bo... od kiedy jesteś tutaj, byłeś bardzo pomocny. To na pewno nie było to, czego się spodziewałam, ale..."
"Więc po prostu chcesz mnie tutaj, bo jestem pomocny." spojrzał na podłogę przed nami, marszcząc brwi.
"Jeśli mógłbyś pozwolić mi dokończyć." Zawahałam się. "Chciałam powiedzieć, że nie tylko, ale jestem pewna, że sprawiasz, że Alyssa jest szczęśliwa. Nie widziałam jej tak szczęśliwej, beze mnie. A poza tym, jesteś tu od jakiegoś czasu i myślę, że byłoby to dziwne, gdyby cię tu już nie było."
"Opiekowałaś się Alyssą przez te wszystkie lata sama. Nie myślisz, że mogłabyś to zrobić jeszcze raz?"
"Prawdopodobnie, ale nie byłaby tak szczęśliwa jak, teraz kiedy jesteś w pobliżu." Wtedy zauważyłam, jakie prawdziwe znacznie miało jego pytanie. "Czekaj, wyjeżdżasz?"
Westchnął. "Nie wiem jeszcze, Carly."
"Jason, nie możesz odejść. Nie teraz."
"Nie mam wyboru. Policja wie, że tu jestem. King wie, że tu jestem. Nie chcę, aby wasza dwójka była w niebezpieczeństwie."
"Rozumiem, ale Jason. Naprawdę. Ale czy wiesz jak zdenerwowana nasza córka będzie, jeśli tak nagle nas zostawisz?"
Wzięłam głęboki oddech przed ponową rozmową. "Wiem, Carly. Ale to jest najlepsze dla każdego z nas w tej chwili."
Powoli skinęłam głową, a mój wzrok przeniosłam na podłogę, patrząc na niego co kilka sekund. "Okej. Ale muszę przypomnieć ci, że jeśli odejdziesz już nie wrócisz."
"Co?" Podniósł na mnie głos, odwracając całe swoje ciało w moją stronę. "Chyba sobie ze mnie żartujesz. Wyjeżdżam, aby spróbować chronić TWÓJ tyłek i to jest sposób, w jaki mi się odwdzięczasz? Próbując zabrać moją córkę z dala ode mnie?"
"Jason, mówiłam ci. Żadna z nas nie mogłaby się pozbierać po twoim przychodzeniu i odchodzeniu z naszego życia przez cały czas. Albo chcesz być z nami, albo nie."
"Cholera, Carly, będę tam dla Ciebie! W całym kraju na miesiąc lub dwa! Staram się robić to, co najlepsze dla naszej trójki. A poza tym, nie uważasz, że zabraniając mi zobaczyć Aly, zaszkodzi to też jej?"
Kurwa.
Nie myślałam o tym. Gdybym nie pozwoliła Jasonowi zobaczyć Alyssy, ona będzie załamana, jak i możliwe, że on też. Westchnęłam. "Dowiemy się później. Nie musimy się martwic oto teraz, prawda?"
Pokręcił głową. "Nie jestem nawet pewien, czy będę. Nie wychodziłbym właśnie teraz, tak czy inaczej."
Skinęłam głową i patrzyłam jak zeskakuje z mojego łóżka, idąc do drzwi. "Dokąd idziesz?" Zapytałam.
Odwrócił się. "Mam coś do załatwienia."
"Oh, okej." Powiedziałam, co brzmiało raczej jak rozczarowanie. Również wstałam z łóżka, podchodząc do komody, by w końcu znaleźć coś do spania. Kiedy to zrobiłam, nie mogłam zaprzeczyć, ale myślę o naszej małej rozmowie. Jason nie może odejść. Nie teraz. Nie teraz kiedy Alyssa przyzwyczaiła się do posiadania ojca. I nie mogę uwierzyć, że to mówię, ale myślę, że również się do niego trochę przyzwyczaiłam. Nie wiem jak, ale myślę, że jestem. Chciałabym go mieć tutaj i czuję, że będzie bardzo dziwnie, kiedy go nie będzie. Co więcej, po tej kolacji i innych nocach, zaczynam sądzić, że gdy odejdzie od przestępczego stanu, Jason jest rzeczywiście naprawdę miłym facetem. Może po prostu potrzebuje pomocy wyjścia z kłopotów i wejścia do dobrego stanu umysłu. Teraz myślę o tym, że nie zrobił nic złego nikomu, co wiem na temat, ponieważ on chce być tutaj. Może to jest to, czego potrzebuje. Wsparcie rodziny, aby pomóc mu przejść przez to wszystko. Jeśli szybko nie dostanie pomocy dla swoich problemów, choć mam przerzucie, że to wszystko nie skończy się dobrze dla niego. Myślę, że to znaczy, że naprawdę nie mogę zabrać Alyssy z dala od niego. Albo może mogę? Nie wiem.
"Jason." Krzyknęłam do niego, mając nadzieję, że mnie usłyszał. Wyciągnęłam szorty i koszulkę, gdy szedł w stronę mojego pokoju. Zatrzymał się, gdy dotarł do drzwi i oparł się o nie.
"Tak?" Założył ręce na piersi.
"Czy jest coś, co mogę zrobić, aby przekonać cię, żebyś został?" Zapytałam cicho.
"Dlaczego chcesz, abym został?" Zapytał podchodząc do mnie.
"Dlaczego nie?"
"Jestem pewien, że pamiętasz jak zaczęliśmy kilka tygodni temu. Nie byłaś nawet pewna, czy chcesz Alyssy przy mnie, bo jestem przestępcą." Robił dziwne gesty rękoma, jak on przypominał mi o czasie kiedy przyszedł porozmawiać. Westchnęłam. "A teraz nie chcesz, żebym odszedł."
"Wiem. Ale skoro jesteś tutaj, mogę powiedzieć, że jesteś naprawdę porządnym facetem. Dobrze traktujesz Alyssę i sprawiasz, że jest szczęśliwa. To wszystko, na czym mi zależy."
Odwrócił wzrok i pokręcił głową.
"I... " Zaczęłam, zwracając ponownie na siebie jego uwagę. Złapaliśmy kontakt wzrokowy, spojrzałam mu głęboko w oczy, w jego... wspaniałe... piwne oczy... cholera. Nie mogłam oderwać wzorku od tych oczu, one przyciągają. Mają tę tajemniczą głębokość co sprawiało, że mogłam powiedzieć, o czym właśnie myślał i jak właśnie się czuł, tylko zaglądając do jego oczu. Jak to mówią, że oczy są oknem do duszy.
"Również lubię twoje towarzystwo." Wyznałam.
Uniósł brwi. "Naprawdę?"
Skinęłam głową. "Zwłaszcza po dzisiejszej kolacji. Wywnioskowałam, że bardzo lubię twoją osobowość. Nie można tego zobaczyć, ale jesteś bardzo miłym facetem, Jason. Potrzebujemy tutaj kogoś takiego. Mężczyzny. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zaczynam się powoli do ciebie przyzwyczajać. Na początku bardzo się bałam, że jesteś w mieście, ale teraz szczerze cieszę się z twojego towarzystwa. Bardzo lubię z tobą rozmawiać i czuję, że gdybyś został, moglibyśmy stać się jeszcze bliżsi, co bardzo lubię i jestem pewna, że Alyssa również. Pamiętasz pierwszą noc spędzoną z nami?"
Przyjrzałam się jak jego wyraz twarzy zmienił się, kiedy wspominał noc, której nie położyliśmy się i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy. To była także noc, kiedy Alyssa postanowiła pokazać się swojemu tacie. Zaśmiałam się na to wspomnienie, powodując, że Jason spojrzał na mnie.
"To była dobra noc." Powiedział, uśmiech wpełzał na jego twarz. Podszedł do mnie kilka kroków, aż nasze ciała były tylko o stopę od siebie. "Naprawdę chcesz, żebym został?"
Skinęłam głowę, ale milczałam.
Westchnął. "Przemyślę na nowo odejście... pod jednym warunkiem."
"Pod jakim?" Zapytałam, kładąc dłoń na moim biodrze, przenosząc cały ciężar mojego ciała na prawą nogę.
On uśmiechnął się i przybliżył twarz do mojej. Nasze twarze były jakieś dziesięć centymetrów od siebie. Przełknęłam ślinę, kiedy mówił. "Pocałuj mnie." Tak jak to zrobił pierwszej nocy. Jestem pewna, że to nie był przypadek.
Moje myśli oniemiały, ponieważ próbowałam dowiedzieć się, co zrobić. Chciałam go pocałować. Bardzo, bardzo źle. On jest taki... atrakcyjny z tymi niesamowitymi oczami i tymi... idealnymi ustami w kształcie serca, i... nie! Nie, Carly! Nie możesz czuć czegoś takiego do niego, zwłaszcza jeśli ma zamiar wyjechać.
Uśmiech pojawił się na twarzy Jasona, ponieważ przyjrzał mi się i zapewne wiedział jak zastanawiam się co powinnam właśnie zrobić. "Carly." Szepnął uwodzicielsko. Skurwiel. "Pocałuj mnie." Powtórzył.
Och, pieprzyć to.
Przycisnęłam swoje wargi do jego i natychmiast oddał pocałunek. Jednak nie chcąc posunąć się za daleko, odsunęłam się tylko po to, aby zmusić go do przyciśnięcia swoich warg do moich po raz drugi. Nie sprzeciwiłam się. Pocałunek był delikatny, ale zniewalający. Nasze zahipnotyzowane wargi zaciskały się wiele razy, przenosząc nas do innego świata. Ponieważ pocałunek pogłębił się, nasze oddechy stały się nie równe, a języki zatańczyły, wnosząc płomienie gorąca do tej zimnej zimowej nocy. Wystarczy tylko nasza dwójka, reszta świata zniknęła. To z pewnością nie było to, czego oczekiwałam, że ten pocałunek zajdzie tak daleko. Nagła ochota zalała świat wokół nas, ponieważ zostaliśmy zagubieni w morzu pożądania i atrakcyjności. To jest potężne połączenie, które wysyła przypływy namiętności rozbijającej się ponad nami. Jason położył swoją rękę na moim biodrze, przyciągając mnie bliżej do jego ciała. Nasze pocałunki stały się bardziej namiętne, gwałtowne. Obawiając się, że Jason może próbować iść nieco dalej, odsunęłam się jeszcze raz, tym razem robiąc krok do tyłu. Nasze oddechy były pokrótce rozpaczliwe i gwałtowne. Intensywność rozpłynęła się. Reszta świata wolno wracała do ostrości. Spojrzałam spod rzęs, widząc Jasona uśmiech. Zachichotałam i zarumieniłam się.
I nagle jego ręka dotknęła mojej brody. Podniósł moją głowę, zmuszając mnie do spojrzenia w swoje, łagodne teraz oczy. "Jesteś piękna, wiesz?"
Nie mogłam zatrzymać fali motyli w moim brzuchu. Czułam, że robię się coraz bardziej czerwona.
"Dobranoc." Powiedział cicho, przed odwróceniem się na pięcie i zostawieniem mnie stającej na środku pokoju samotnej i zagubionej. Teraz wiedziałam, że nie mogę pozwolić mu odejść. Nie tylko chcę go tutaj na korzyść Alyssy, potrzebowałam go tutaj dla mnie.
Umieściłam palce na moich miękkich ustach, pamiętając słodkie uczucie jego ust na moich. Podświadomie uśmiechnęłam się. On świetnie całuje i mogę z pewnością się do tego przyzwyczaić. Położyłam dłoń na moim biodrze, gdzie dłoń Jasona była chwilę temu, powodując pragnienie, żeby mnie dotknął, rozpalił jeszcze raz, nawet bardziej niż wcześniej. Westchnęłam i opadłam z powrotem na łóżko. Co się dzieje? Nie mogę czuć czegoś takiego do Jasona. Nie ma mowy, żeby to wypaliło, nawet jeśli byśmy próbowali. Ale mogłam, nie móc? Wtedy zdałam sobie sprawę, wreszcie przyznając się sobie... Zaczęłam mieć uczucia do Jasona McCanna.

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 6: "King"

Zostało pięć minut do godziny szóstej, a ja byłam prawie gotowa na naszą małą randkę. Nie mogę zaprzeczyć, że byłam podekscytowana, że będziemy tylko we trójkę. Chcemy spędzić ten wieczór razem tak jak rodzina... Tylko że ja i Jason nie jesteśmy razem. Ale myślę, że to nie ma najmniejszego znaczenia w tym momencie. To było podobny do tego, gdy ja i Aly mieliśmy wspólne obiady i nie zamierzam tego zmienić.

Gdy poprawiałam swoje włosy, usłyszałam otwieranie drzwi, a następnie odgłos małych stópek przechodzących obok łazienki.
"Tatuś!" usłyszałam Alyssę, krzyczącą w korytarzu.
"Hej, kochanie. Gdzie mama?" Jason spytał ją uprzejmie. Zachichotałam sama do siebie.
"Chodź tutaj!" powiedziała. Słyszałam ich kroki zbliżające się do mojej sypialni, szybko spojrzałam na siebie, upewniając się, że wyglądałam dosyć dobrze. Zanim miałam okazję do zmiany czegokolwiek, drzwi się otworzyły, a do środka weszła Aly ciągnąc za sobą swojego tatę.
"Tutaj jest!" Aly pisnęła, wyciągając ręce w moim kierunku. Jason zachichotał i podszedł do mnie.
"Więc, wyglądasz pięknie" pocałował mnie w policzek, na co się zarumieniłam. Czekaj... co?
"Hej, a co ze mną?" Alyssa spytała, stając obok mnie. Skrzyżowała ramiona na piersi, udając, że była na niego zła.
"Oczywiście wyglądasz wspaniale" Jason wziął ją w ramiona i pocałował ją w policzek.
Alyssa zachichotała głośno i schowała głowę w zgięciu szyi Jasona. "Chodźmy tato! Jestem głodna" Aly jęknęła, wyplątując się z uścisku Jasona. Gdy była na podłodze, złapała go za rękę i wyciągnęła z pokoju. Zaśmiałam się.
"Będę za minutę" krzyknęłam za nimi.
"W porządku" usłyszałam jego śmiech, po czym głośny pisk Alyssy jak zaczynała się śmiać. Uśmiechnęłam się i odwróciłam do lustra, upewniając się, że mój wygląd został ukończony, po czym opuściłam swoją sypialnię i dołączyłam do Jasona i do mojej córki w kuchni.

"Rezerwacja na McLean" Jason powiedział do kobiety za biurkiem/ czy raczej powinnam powiedzieć Nikki zgodnie z jej nazwą na plakietce.
"Tędy" powiedziała trochę zbyt łaskawie według mnie. Mrugnęła do Jasona, po czym zaczęła nas prowadzić przez salę. Nie mogłam nic zrobić, ale czułam się trochę zazdrosna. Chociaż nie mam powodu, aby być. On nie jest mój. Ja nie jestem jego. Cholera, ja nawet go nie lubię. On jest tylko ojcem mojego dziecka.
"McLean?" szepnęłam do ucha Jasona.
"Nie mogę powiedzieć, że moje nazwisko to McCann" powiedział, odwracając się tak, abym mogła go usłyszeć. Kiwnęłam głową, wskazując, że rozumiem, chociaż on już nie patrzył na mnie.
Nikki zaprowadziła nas do stolika w kącie pomieszczenia. Idealnie. Mam nadzieję, że nikt nas tutaj nie zauważy. A przynajmniej, żeby nikt nie rozpoznał Jasona. Ostatnią rzeczą, jaką teraz chcemy, jest, aby Jason został zauważony i aresztowany. Przede wszystkim nie chciałabym, aby moja córka widziała takie zdarzenie. One jest do niego tak przywiązana, nie chciałabym dla niej, aby widziała jak jej tata jest od niej odbierany.
Powiedzieliśmy Nikki co byśmy chcieli na początek, a ona poszła to zamówić, ale przed tym mrugnęła oczywiście kolejny raz do Jasona. Gdy ja do niego mrugnęłam, odpowiedział mi, odwracając swój wzrok na jego córkę, robiąc głupie miny, które powodowały, że chichotała i on też.
Patrząc na tę uroczą scenę przede mną, nie mogłam powstrzymać moich ciekawskich oczu od wędrówki po sali. Rozejrzałam się dookoła, obserwując dokładnie każdego, kto tam był. Była to najdroższa restauracja w okolicy. To była jedna z tych, w której można zobaczyć tylko znane osoby, bo są to jedyne osoby, które na to stać. Ludzie wokół nas wyglądali tak "rozebrani" i niewłaściwie ubrani jak do luksusowej restauracji. Para przy stole, kilka stolików od nas jadła dość agresywnie, jeśli mogę tak powiedzieć. To było obrzydliwe. Mogę jeszcze dodać, że wytwarzali zwierzęce odgłosy. Kto do cholery robi tak publicznie? Poważnie.
Widocznie nie byłam jedyna, która to zauważyła. Usłyszałam Jasona kpiącego po drugiej stronie stolika. Spojrzałam na niego, ale on patrzył już na Aly.

"Aly, nie masz prawa chodzić na randki. Nigdy" mówił surowo, wskazując palcem w jej stronę, a jego twarz była poważna.
Zachichotałam. "Jason, on ma cztery latka" powiedziałam mu. "Nie sądzę, że ona będzie miała chłopaka przez jakiś czas."
"Wiem, chcę, żeby już to wiedziała" odparł.
"Tato" Jęknęła i żartobliwie klepnęła go po ramieniu. "Chłopcy są obrzydliwi"
"Dobrze" Jason uśmiechnął się, zadowolony z siebie. Zachichotałam. Ich relacje są takie słodkie. Nie mogę sobie wyobrazić, co się stanie, gdy ona w końcu zacznie chodzić na randki, gdy jej tata jest znanym kryminalistą. Czuję się źle myśląc o jej chłopakach w przyszłości.
"Jason, naprawdę nie musiałeś tego dla nas robić" powiedziałam, wskazując na dekoracje wokół nas. To było zbyt luksusowe. Nie, że mi się to nie podobało. Po prostu nie myślę, że to było konieczne. Siedzenie na kanapie i oglądanie filmów byłoby więcej niż wystarczająco dla mnie.
"Oczywiście musiałem. Przynajmniej to mogę zrobić przez moją nieobecność z wami przez ten cały czas."
"Jednak nie musiałeś robić TEGO. Wieczór w domu byłby wystarczający" zaśmiałam się.
Wzruszył ramionami. "To nic wielkiego, naprawdę. Jestem gotowy zrobić wszystko, aby nadrobić stracony czas z wami."

Minęło czterdzieści pięć minut od rozpoczęcia naszej kolacji, a Jason wciąż nie został zauważony, na szczęście. Nie mogę sobie wyobrazić...ugh. Prawie kończyliśmy nasze obiady i nadal rozmawialiśmy.
"Więc, Goofy zapytał mnie ile mam lat" Alyssa kontynuowała mówienie do Jasona o naszej wycieczce do Disneylandu, którą wygrałyśmy z naszej lokalnej stacji radiowej półtora roku temu. Spędziła najlepszy czas tam i to było wspaniałe widzieć ją szczęśliwą.
"Tak zrobił?" Jason zapytał z entuzjazmem.
"Tak!" Zaśmiała się. "A potem-" historia Alyssy została przerwana nagłym głębokim głosem nadchodzącym w naszą stronę.
"McCann. Dobrze cię znowu widzieć" tajemniczy mężczyzna mówił ponuro. Jason zacisnął szczękę. Było jasne, że ten człowiek wzbudził w Jasonie niepokój. Spojrzałam w lewą stronę, aby zobaczyć w dość dużej mierze zbudowanego mężczyznę, który tam stał. Był ubrany na czarno z wojskowymi butami. Dopasował swój strój z łańcuszkiem wokół jego szyi. Wyglądał jak jeden z tych chłopaków, których można zobaczyć jak idą ulicą z gangiem niosąc broń w dłoni. On na pewno nie był kimś z kim ktoś chciałby zadzierać.
Alyssa spojrzała na niego i od razu przysunęła się bliżej Jasona. Wsunęła twarz ze zgięcie jego szyi i usłyszałam jej ciche szeptanie ze strachu. "Tato" wymamrotała, co sprawiło, że Jason stał się jeszcze bardziej napięty.
"King" Jason mruknął pod nosem, gdy spojrzał na niego. "Co ty tutaj robisz?"
"Muszę z tobą porozmawiać."
"Nie zauważyłeś, że akurat jestem zajęty?" Jason odpowiedział, obejmując Alyssę ramieniem. Pogładził ją po włosach, starając się ją uspokoić.
Mężczyzna spojrzał na Jasona, Aly i mnie przed kontynuowaniem "Och, widzę... Spędzanie czasu z rodziną? Jaka szkoda, że muszą znosić taką słabą sukę jak ty."
"To brzydkie słowo" krzyknęła Aly na niego, powodując, że Jason i ja zachichotaliśmy. To moja dziewczynka. Już broni swojego tatę.
"Hej, zamknij pysk mały kutasie, zanim ja ci go zamknę!" krzyknął w odpowiedzi. Patrzyłam jak łzy napłynęły jej do oczu, a ona oparła się o Jasona. Jednak mojemu zdziwieniu postawił ją obok na krześle obok i wstał.
O nie. Boże, proszę, nie pozwól, aby do czegoś doszło. Było tak dobrze do tej pory... proszę?
"Nie mów tak do mojej córki w ten sposób" Jason warknął na niego defensywnie.
Zamiast odpowiedzieć na słowa Jasona, mężczyzna postanowił zmienić temat. "Gdzie moje pieniądze?"
"Słucham?" Jason zapytał.
"Spytałem, gdzie są moje pieniądze, McCann?"
Westchnęłam w duchu. Pieniądze. Ma to związek z jego pracą w gangu. Miałam nadzieję, że nie będzie się w to wszystko angażować.
"Nie mam żadnych twoich pieniędzy" powiedział mu.
"Nie, nie ty. Ale twój mały kolega, Asher tak"
"Więc, idź i znajdź Ashera i zapytaj go gdzie je ma."
"On nie żyje"
Jason zamarł. "Przepraszam?"
Facet dał mu prosto w twarz. "Nie żyje. Zabiłem go."
Niespodziewanie, Jason, zamiast go zaatakować, usiadł z powrotem na krześle. Pochylił głowę i spojrzał na stół, milcząc.
"Potrzebuję swoich pieniędzy z powrotem w przyszłym tygodniu, McCann, jak nie, będziesz płacił za błędy znajomego" powiedział, po czym odszedł, zostawiając Jasona i nas.
"Tato, kto to był?" Alyssa zapytała, jej głos nadal się drżał przez łzy.
Potrząsnął głową i zamknął oczy. Dałam mu chwilę, aby wziął głęboki oddech i uspokoił się przed rozmową.
"Wszystko w porządku, Jason?" zapytałam.
"Musimy iść. Teraz." powiedział, wstając.
"Jeszcze nie skończyliśmy" Aly stwierdziła.
"Nie jesteśmy tu bezpieczni. Wiedzą, że jestem w pobliżu. Musimy iść." powiedział ponownie, biorąc Aly na ręce. Położył sto dolarów na stole mówiąc, żebym wstała i szła za nim. Oczywiście to zrobiłam.
Powinnam była wiedzieć, że to się wydarzy. Powinnam wiedzieć, że "wcześniejsza" praca Jasona w gangu stanie nam na drodze. Teraz nie jesteśmy bezpieczni. Moja córka nie jest bezpieczna. Wspaniale. Tylko tego potrzebowałam. Nie mogłam nic zrobić, ale zastanawiałam się, czy na pewno to był dobry pomysł, aby dopuścić Jasona do Aly. Naprawdę może nam coś stać będąc z nim.
Inną rzeczą, która chodziła mi po głowie to

Kto to Asher?


                                         
Proszę o komentarze:)
Mało osób czyta te tłumaczenie, jakbyście mogłi powiedzieć o tym ff znajomym, którzy lubią czytać ff, byłoby mi bardzo miło:)
Przepraszam z góry za błedy. 

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 5: "Do I get a say in this?"

Carly


Obudziłam się przez krzyki Aly, następnie głośnymi dźwiękami i szlochem. Jej krzyki było słychać aż na końcu korytarza. Jęknęłam i zrzuciłam z siebie kołdrę, wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę pokoju Alyssy. Zawsze miała problemy z koszmarami. Zawsze mówiła, że są one o człowieku, który próbuje zabrać ją gdzieś. Zawsze budzi się z krzykiem.
Ruszyłam korytarzem do jej pokoju, ale zatrzymałam się, słysząc, że jej płacz ustaje. Jęknęła przed wypuszczeniem ostatniego szlochu. Potem wszystko ucichło.
Szłam dalej korytarzem i zobaczyłam, że światło w jej pokoju było włączone. Hm. Zbliżając się do drzwi, otworzyłam je powoli i weszłam to oświetlonego pokoju. Nie mogłam ukryć uśmiechu na mojej twarzy, gdy zobaczyłam tę scenę przede mną. Jason siedział na łóżku Aly z nią na swoich kolanach. Jego ramię było owinięte wokół niej ochronnie, podczas gdy jego druga ręka gładziła delikatnie jej włosy. Aly oparła głowę na jego klatce piersiowej, tłumiąc płacz jej czkawką. Pocałował czubek jej głowy, po czym oparł swoją głowę o jej. To była najsłodsza rzecz, jaką widziałam, zwłaszcza że minęły dopiero dwa dni, od kiedy on ją zna.


Zachichotałam na ich słodkość, choć żałowałam, gdy Jason spojrzał na mnie. Uśmiechnął się przed zamknięciem oczu, relaksując się z Aly. Uśmiechnęłam się i weszłam głębiej do pokoju. Podeszłam do jej łóżka i usiadłam przy Jasonie. Gdy Aly usłyszała, że siadam, odwróciła się, by na mnie spojrzeć.
"Mamusiu?" mruknęła.
"Cześć kochanie" pogładziłam delikatnie jej włosy.
Przytuliła się bardziej do Jasona. "Wszystko dobrze, mamusiu. Tatuś jest tu!" uśmiechnęła się. Jej wypowiedź spowodowała, że Jason się uśmiechnął i pocałował jej policzek. "Kocham cię tatusiu" szepnęła, zamykając oczy.
"Ja też cię kocham Alyssa" wymamrotał, pozwalając, aby jego oczy ponownie się zamknęły.
Moje serce roztopiło się w tym momencie. To było wspaniałe uczucie widzieć, że mają te ojciec-córka relacje, o które się obawiałam.

Po kolejnej minucie lub dwóch ciszy, oddychanie Alyssy w końcu się uspokoiło i zasnęła. Jason położył ją delikatnie na łóżku i powoli wysunął się z jej uścisku, aby jej nie obudzić. Gdy uwolnił się z uścisku, wstał i rozciągnął się, po czym uśmiechnął się do mnie. Nie mogłam pomóc, ale odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na swoją córeczkę, spokojnie śpiącą w swoim łóżku. Westchnęłam cicho.
Wstałam z łóżka Aly, poszłam w stronę drzwi i wyszłam na korytarz, aby Jason wyszedł za mną. Po wyłączeniu jej lampki w jej pokoju zrobił to, co chciałam i stanął przede mną na korytarzu.
"To było urocze" powiedziałam, uśmiechając się do niego.
Niezręcznie podrapał się po karku. "Myślę, że tak było. Ona często tak robi?" skończył, pozwalając swojej ręce opaść w dół.
"Cały czas. Ma koszmary co najmniej pięć razy w tygodniu" wytłumaczyłam.
"Dlaczego?" zmarszczył brwi z niepokojem.
Wzruszyłam ramionami "Rozmawiałam z jej lekarzem o tym, a ona zasugerowała, że to tymczasowe. Mówiła, że mam się niczym nie martwić."
Skinął głową ze zrozumieniem. "Cholernie mnie wystraszyła. Oglądałem telewizję, siedząc w salonie, prawie zasypiając, a tu nagle ona zaczęła krzyczeć "krwawy morderca". Myślałem, że ktoś ją porywa czy coś" powiedział, a jego oczy były szeroko otwarte, gdy mówił.
Zaśmiałam się. "To było dokładnie to samo, co ja pomyślałam za pierwszym razem, gdy to się stało. Myślę, że to naprawdę dobrze, że tam poszedłeś. Widziałeś, jaka była szczęśliwa, że TY ją pocieszałeś dzisiaj?"
Skinął głową, uśmiechając się. "Tak, widziałem. To polepszyło tę noc. Chcę zrobić wszystko, co możliwe, aby się do niej zbliżyć, wiesz. Chcę, żeby wiedziała, że nie odchodzę. Nie mogę."
Skinęłam głową. "Mam nadzieję, że nie odejdziesz. Nigdy. Aly i ja mieliśmy za dużo osób, które odeszły od nas po tym, co mój ojciec i brat zrobili. Mówię ci to teraz, jeżeli odejdziesz, nie ma drogi z powrotem. Nie pozwolę na to."
"Co się stało z twoim tatą i bratem?" zapytał z niepokojem na twarzy.
Pokręciłam głową. "To nie jest teraz ważne. Powiem ci później."
Pokiwał głową. "W każdym razie, rozumiem. Nie chciałbym jej zranić. Nie chcę, aby dorastała bez ojca tak jak ja. Zasługuję na więcej niż to."
Kiwnęłam głową na znak zgody. Byłam wdzięczna, że zgadzaliśmy się w takich sprawach.

Następnego ranka obudziłam się do zapachu naleśników, bekonu i jajek. Uśmiechnięta, usiadłam na łóżku, odwracając się w lewą stronę, aby zobaczyć tacę ze śniadaniem czekającym na mnie. Para dalej unosiła się znad jedzenia, dając mi znać, że Jason był tu niedawno. Spojrzałam na to smaczne jedzenie i dostrzegłam karteczkę. Podniosłam ją i przybliżyłam bliżej swojej twarzy niż zwykle, starając się czytać przez moje poranne zamazane oczy.
"Dzień dobry, moja piękna baby-mama*" Wywróciłam oczami, ale zachichotałam. "Pomyślałem, że zadowolisz się domowym śniadaniem. Alyssa mówiła, że nie robisz tego często. Pomyślałem, że spróbuję i zrobię coś specjalnego dla was obu, Zasługujecie na to." Ugryzłam dolną wargę i uśmiechnęłam się, patrząc na jego pismo. List był taki słodki! "PS: Aly i ja czekamy na ciebie w kuchni;)"

Szybko zjadłam swoje śniadanie, po czym pośpiesznie poszłam do kuchni, aby zobaczyć Jasona pomagającego Alyssie jeść. Zaśmiałam się i podeszłam do nich.
"Mamo!" Aly wykrzyknęła z pełną buzią jedzenia. Skarciłam ją szybko za rozmowę z pełną buzią przed pocałowaniem ją delikatnie w głowę.
"Dzień dobry kochanie" powiedziałam do niej. "Dzień dobry Jason."
"Dzień dobry" uśmiechnął się.
"Ktoś jest w dobrym nastroju dzisiaj" powiedziałam.
Skinął głową i otarł syrop z policzek Aly, chichocząc, robiąc to. Zaśmiała się i próbowała wytrzeć lepką substancję z jej palców. Kochała widzieć, jak szczęśliwie wyglądają, gdy są razem. To poprawiło mi dzień.

Gdy Alyssa skończyła jeść, Jason wyciągnął ją z jej wysokiego krzesła, a ona od razu pobiegła do salonu, aby zacząć się bawić jej zabawkami. Uśmiechnęłam się, patrząc na nią. Po czym odwróciłam wzrok na Jasona, który akurat wstawał ze swojego miejsca, podchodząc do kuchenki. Nałożył sobie jedzenie, po czym podszedł i usiadł naprzeciwko mnie przy stole.
"Jeszcze nie jadłeś?" spytałam zdziwiona.
Pokręcił głową i ugryzł kawałek boczku. Gdy jego usta były wolne od żywności, zaczął ponownie mówić. "Nakarmiłem najpierw Aly."
Przygryzłam wargę po raz drugi tego ranka, myśląc o jego słodkim geście. "Jason" powiedziałam. Podniósł na mnie wzrok znad talerza i czekał, abym kontynuowała. "Dziękuję."
"Za co?" zapytał, wycierając dłonie w serwetkę.
"Za wszystko" powiedziałam, opierając głowę na mojej prawej ręce, którą trzymałam na stole przede mną. "Że pocieszyłeś Aly zeszłej nocy, za śniadanie. Po prostu za wszystko. Nie musiałeś tego robić."
"Naprawdę nie musisz mi dziękować. Chciałem. Poza tym jestem ojcem Alyssy. Mam pewną odpowiedzialność, aby opiekować się nią teraz też" odpowiedział.
"Tak, ale nie musiałeś przygotowywać dla mnie śniadania, nie mówiąc już o tym, aby mi je przynieść."
Wzruszył ramionami. "Tak jak mówiłem, chciałem. Pomyślałem, że przez te kilka ostatnich lat zrobiłaś tyle rzeczy z Alyssą, a ja byłem nieobecny. Chcę spróbować, aby to naprawić. To jest to, co mogę zrobić. To zajmie trochę czasu, więc równie dobrze mogę zacząć już teraz" powiedział przed wstaniem, zajął się swoimi rzeczami.
Roztargniona, wstałam z krzesła i ruszyłam w jego stronę przed obróceniem go przodem do siebie. Natychmiast przytuliłam go. Trzymałam go mocno tak samo, jak on, o dziwo. Czułam jak, trzymał swój policzek przy mojej głowie i westchnął.
"Jeśli będziesz robił to w takim tempie, naprawisz to wszystko w krótkim czasie."

Minął prawie tydzień odkąd Jason spotkał się z Alyssą. Po czym spędzał dużo czasu w naszym domu z nami. Alyssa naprawdę go kochała. Bawił się z nią cały czas, a gdy nie ma go w pobliżu ona, zaczyna płakać, kopać, krzyczeć i praktycznie błaga, abym do niego zadzwoniła i zaprosiła go do nas. Zazwyczaj to robię, Alyssa jest częścią tego. Drugą częścią jest to, że brakuje mi jego towarzystwa, kiedy nie było go w pobliżu. Zaczynałam lubić przebywanie z nim. Był naprawdę miłym facetem. Traktował Alyssę i mnie bardzo dobrze i jestem mu za to wdzięczna. Ale bardziej niż cokolwiek innego, byłam szczęśliwa, że Alyssa w końcu miała ojca. Jej PRAWDZIWEGO ojca. Przez dłuższy czas bałam się, że będę musiała zastąpić Jasona kimś innym. Kimś innym. Bałam się, że Alyssa nigdy nie spotka swojego ojca. Na szczęście, nie będę musiała tego robić. Poznała swojego ojca i go kocha po zaledwie tygodniu. Nikt nie będzie w stanie zastąpić go w jej sercu.
"Carly" Jason "zaśpiewał" wchodząc dumnie do salonu, nasza córka spoczywała mu na biodrze.
"Tak?" zapytałam, patrząc w górę znad mojego nowego wydania magazynu People.
"Wy dwie idziecie ze mną na kolację dziś wieczorem" uśmiechnął się.
"Naprawdę?" Odwróciłam swoje ciało w jego stronę. "Mam coś do powiedzenia w tej sprawie?"
"Nope" spojrzał na Aly z zabawną miną, powodując, że zaśmiała się, kładąc głowę na jego ramieniu, po czym na mnie spojrzał." Bądź gotowa na szóstą" powedział, po czym postawił Aly na ziemi. Usiadł obok mnie na kanapie i oparł się, tak, że było mu wygodnie. Położył ręce na górnej części kanapy i spojrzał na mnie, uśmiechając się delikatnie.
"Co?" zapytałam. Zauważyłam jego oczy, zjeżdżały od moich włosów do moich ust po i wreszcie na moje oczy. Przełknęłam ślinę, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy były wspaniałe. Nigdy przedtem nie patrzyłam na jego oczy. Boże..
"Nic" uśmiechnął się, odwracając wzrok.
Odchrząknęłam niezręcznie. Co to miało być? "Więc, dlaczego dzisiaj na gdzieś z nami wychodzisz?"
Wzruszył ramionami. "Dlaczego nie? Chcę wyjść i zrobić coś z wami wieczorem."
"Jason, jak zamierzasz to zrobić? Wszyscy cię szukają, pamiętasz?"
"Coś wykombinujemy" powiedział. Potem wstał z kanapy i podszedł do Aly biorąc ją na ręce i pocałował ją w policzek, powodując, że zaczęła piszczeć i chichotać jak szalona. Nie wiem, jak Jason chciał zostać niezauważony w publicznej restauracji. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gładko.


                                          
Przepraszam za jakiekolwiek błedy. 
Dajcie znać czy rozdział się podobał!

sobota, 19 marca 2016

Rozdział 4 część druga: "She's mine, isn't she?"

Alyssa musiała wybrać najgorszy czas, aby wyjść zza rogu. Kurwa. Jason spojrzał na mnie, unosząc brew, wyraźnie zmieszany.
"Aly kochanie" powiedziałam cicho, podchodząc do niej. Pogładziłam jej włosy. "Dlaczego nie pójdziesz z powrotem do swojego pokoju. Będę tam za minutę" powiedziałam.
"Ale chcę, aby tata przyszedł się ze mną zobaczyć" jęknęła.
Pochyliłam się, aby szepnąć do jej ucha, "Będzie tam za minutę"
Skinęła głową i ruszyła z powrotem do swojego pokoju. Westchnęłam, prostując się i ruszyłam z powrotem do Jasona.
"Więc" zaczęłam niezręcznie, stojąc przed Jasonem, który wyglądał na bardziej zdezorientowanego niż kiedykolwiek. Skrzyżowałam ręce na piersiach i kołysałam się na piętach, wpatrując się w podłogę.
"Chcesz mi powiedzieć co, to wszystko było?" Jason powiedział, opierając się o mój kuchenny blat. Westchnęłam. "Kim ona jest?" zapytał.
"Ona jest..." westchnęłam. "Ona jest moją córką" naszą córką, chciałam mu powiedzieć.
"Nigdy nie wspominałaś, że masz córkę" powiedział, krzyżując ramiona. "Ile ona ma lat?"
Przygryzłam wargę i wreszcie na niego spojrzałam. "Ma trzy latka"
"Trzy huh?" Przechylił głowę na bok, a jego głos nagle stał się nieco ostrzejszy.
Skinęłam głową. "Chodź" powiedziałam, łapiąc jego rękę. Pociągnęłam go ponownie do salonu i posadziłam na kanapie, po czym usiadłam zaraz obok niego. "Myślę, że powinnam chyba ci powiedzieć" wymamrotałam. Jason milczał i patrzył na mnie, czekając na wyjaśnienia. Lecz zanim zaczęłam mówić, odezwał się Jason.
"Ona jest moja, prawda?" Jason powiedział, przenosząc wzrok ze mnie na ścianę przed nami.
Westchnęłam. "Tak."
Wziął głęboki oddech, zanim przechylił się, chowając twarz w dłoniach. Jęknął. "Dlaczego mi nie powiedziałaś?"
"Przepraszam. Odszedłeś, zanim się dowiedziałam i ja... ja-"
Jason ponownie uniósł głowę i spojrzał na mnie z gniewem w oczach. "Nie. Mam na myśli, dlaczego nie powiedziałaś mi przez te ostatnie dni? Miałaś mnóstwo możliwości, aby mi powiedzieć o niej, ale nadal postanowiłaś trzymać to w tajemnicy? Czy to był twój zamiar, utrzymać moją córkę z dala ode mnie na zawsze?" Krzyknął na mnie, wstając.
"Nie oczywiście, że nie! Planowałam powiedzieć ci to w najbliższym czasie. Chciałam tylko spróbować trochę bliżej się z tobą poznać!" Cholera, nie chcę swojej córki w pobliżu kryminalisty, nawet jeśli on jest jej ojcem
"Cóż, nie sądzisz, że zasługuję przynajmniej, aby o niej wiedzieć?"
"Jason, mówiłam ci, że miałam zamiar ci powiedzieć"powiedziałam miękko, starając się uspokoić napięcie w pokoju.
"Ale tego nie zrobiłaś! Boże, moja córka wiedziała o mnie, zanim ja wiedziałem o niej! Jak to kurwa może być sprawiedliwe, Carly? Nie myślałaś o mnie i o tym jakbym się czuł z tym wszystkim?" Krzyknął na cały dom.
"Szczerze mówiąc, nie myślałam, Jason. Myślałam o mojej córce. Ona będzie zawsze na pierwszym miejscu dla mnie bez względu na to, co mówisz. Nie chcę, żeby ona była zaangażowana w to gówno co robisz! To nie będzie dla niej bezpieczne."
"Kto powiedział, że będzie w to wplątana?"
Oboje zamarliśmy, gdy usłyszeliśmy znajomy cichy głos zza rogu jak poprzednio. "Mamusiu" Alyssa mruknęła, podchodząc do progu drzwi, jej głos łamał się. Było oczywiste, że jest na skraju łez. To było prawdopodobnie przez ten wrzask, który ją zaskoczył.
Spojrzałam na Jasona, aby zobaczyć, że patrzy na Alyssę. Mogłabym powiedzieć, że czułam się źle, że się przestraszyła. Usiadł ponownie na kanapie i wrócił do swojej poprzedniej pozycji z głową w dłoniach.
"Zaraz przyjdę, Alyssa" powiedziałam cicho, nie chcą jej bardziej straszyć. Patrzyłam, jak kilka łez spływa po jej policzkach. Skinęła głową i odeszła z powrotem korytarzem i mam nadzieję, że z powrotem do swojego łóżka.
Westchnęłam i odwróciłam się do Jasona, siadając obok niego. "Nie mogę tego zrobić" powiedział cicho.
"Co masz na myśli?" spytałam.
"Ja.." westchnął. "Muszę iść" i tak po prostu bez żadnego więcej wyjaśniania wyszedł.
Westchnęłam do siebie i wstałam z kanapy. Szłam powoli korytarzem do pokoju mojej córki. Zapukałam do drzwi, po czym weszłam do środka. Alyssa była skulona w kącie łóżka, pod ścianą, przytulając swojego ulubionego pluszaka. Spojrzała na mnie i zaczęła płakać jeszcze mocniej. Szybko do niej podeszłam. Usiadłam obok niej i przyciągnęłam ją do siebie, owijając ramiona wokół niej. Trzymając ją bezpiecznie.
"Przykro mi, że musiałaś to widzieć, kochanie" powiedziałam.
"Gdz..gdzie jest tata?" spytała, płacząc i ciężko oddychając.
"Wyszedł"
"Dlaczego?" spojrzała na mnie. "Nie lubi mnie, prawda? Te wszystkie krzyki były przez to." Spojrzała na swoje kolana.
"Nie kochanie. Nie wyszedł z twojego powodu. Mamusia zawiodła. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Tatuś wróci. W porządku?"
Skinęła głową. "Czy on będzie krzyczeć następnym razem?"
"Nie sądzę kochanie."
Jeśli rzeczywiście wróci.

Jason

Wróciłem do swojego samochodu, który był zaparkowany na podjeździe Carly i po prostu siedziałem tam przez chwilę, opierając głowę o kierownicę. Wciąż próbowałem zrozumieć co Carly właśnie mi powiedziała. Ja miałem-mam-córkę. Jak szalone to jest? Ja, kurwa Jason McCann mam dziecko. Nigdy w moim życiu nawet nie planowałem mieć dzieci. Dzieci znaczyły ustatkowanie się. Ustatkowanie się oznaczało zmianę mojego stylu życia. Musiałbym rzucić moje przestępcze drogi i naprawdę dorosnąć. Ale bałem się rzucić "pracę". Mimo że kurwa nienawidzę tego i chcę zatrzymać to, co robię, boję się odejść. Boję się zmian. Nawet jeśli to jest to, co będzie najlepsze dla mnie.
Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na dom naprzeciwko mnie. I nagle czułem się źle za wyjście w ten sposób, zwłaszcza po przestraszeniu swojej własnej córki. Westchnąłem. Wyraz jej twarzy... To złamało mi serce. Mimo że nawet jej nie znam, ona wciąż jej moja i już czuję, że jestem trochę z nią związany. Dziwne.
Ale niezależnie od mojego małego związania z nią, nie mogłem pomóc nadal czując złość na Carly. Nie mogłem uwierzyć, że nie powiedziała mi o... Hm.. Al.. Aly... Alyssa! Tak, to jest to! Nie mogę uwierzyć, że nie powiedziała mi o Alyssie wcześniej! Spędziliśmy ostatnie dni razem, do cholery nawet spaliśmy ze sobą wczoraj i wciąż nie wspomniała nic. Oczywiście nie spodziewałem się, że będziemy rozmawiać o mojej córce podczas seksu. To byłoby dziwne... Ale po tym wszystkim zbliżyła się do mnie i mogła coś mi powiedzieć. Mogę zrozumieć, że to jest dla niej trudne. Chodzi mi o to, że dowiedziała się o ciąży później. Nie widziała mnie, a ja wątpiłem, żeby chciała mnie widzieć. Chyba mogę zrozumieć jej postępowanie. JESTEM kryminalistą. Nie winię jej, że mi nie ufa i nie chce Alyssy wokół mnie. Cholera, nie mam nawet zaufania Alyssy. Wiem, że nie będzie żadnej szansy, abym się do niej zbliżył. Moja praca jest niebezpieczna poza domem... to nie będzie bezpiecznie dla Alyssy trzymać się w pobliżu.
Zastanawiałem się nad wróceniem do środka i przeproszeniem Carly za naskoczenie na nią. Co, jeśli ona nigdy nie pozwoli mi przyjść ponownie? Co, jeśli zakaże mi spotkać się z moją córką? Nie byłbym w stanie tego przeżyć. Choć tak naprawdę nie jestem podekscytowany faktem, że jestem ojcem, ale i tak mam prawo, aby się z nią spotkać.
Po kilku minutach myślenia postanowiłem wrócić do środka i porozmawiać o tym wszystkim z Carly. Zamiast tego, wróciłem do magazynu, w którym aktualnie się zatrzymałem.

Carly


Minęło dwanaście godzin, odkąd powiedziałam Justinowi o Aly. Dwanaście godzin od czasu kiedy ostatni raz z nim rozmawiałam. I szczerze mówiąc, nie przeszkadza mi to. Po tym, co powiedział i jaki ton głosu używał, nie chcę już z nim rozmawiać. Nie było nic, co mogłam mu powiedzieć, aby zrozumiał, przez co przeszłam albo moje powody, dlaczego mu nie powiedziałam wcześniej. Nigdy by nie zrozumiał.
Alyssa pytała o Jasona co godzinę. Pyta, czy on wróci, a ja czuje się źle, gdy muszę jej odpowiedzieć "nie wiem". Wiem, że chce poznać swojego ojca, choć w tym samym czasie, myślę, że ona się go boi. Zawsze była bardzo wrażliwa na wszelkiego rodzaju konflikty. Nie dorastała w takich okolicznościach, jaka tu wczoraj zaszła. Moja kłótnia z Jasonem naprawdę ją zaskoczyła, a ja nienawidzę widzieć jej zdenerwowanej.
"Mamusiu" Alyssa krzyknęła do mnie z salonu. Wyszłam z kuchni i poszłam przez korytarz i podeszłam do swojej córki, dołączając do niej na kanapie. Siedziała tam, opierając się na poręczy kanapy i oglądając Dorę.
"Tak kochanie?"
"Czy tata wróci, aby się ze mną zobaczyć?" znowu zapytała.
Westchnęłam "Na pewno"
Zmarszczyła brwi. "Gdzie on jest?"
"Nie wiem, kochanie"
Naprawdę chciałabym jej powiedzieć, że jej tata zamierza wrócić do jej życia, a ona będzie mięć z nim dobre relacje, o których każda matka marzy, aby jej dziecko miało. Ale nie mogłam. Nie wiedziałam, czy Jason planował wrócić. Jestem pewna, że on nawet nie chce dziecka, może nie na zawsze. On na pewno nie miałby czasu, aby rzeczywiście być ojcem dla naszej małej dziewczynki. Nie z tą pracą, którą aktualnie ma. Poza tym jest to za bardzo niebezpieczne, aby wychowywać dziecko w takich warunkach, chcę mieć zawsze pewność, że moja córka nie będzie zagrożona. Nawet jeśli to oznacza trzymanie Jasona z daleka od niej.

Wyskoczyłam spod prysznica i osuszyłam swoje ciało białym ręcznikiem przed wyjściem z mojej łazienki. Weszłam do swojej sypialni i szybko założyłam na ciebie piżamę. Była dwudziesta i pomyślałam, że mogę już rozluźnić się na noc. Alyssa i tak niedługo miała iść do łóżka, co oznaczało, że będę miała trochę czasu na relaks.
Gdy byłam ubrana, wróciłam do salonu, gdzie Alyssa bawiła się jej ulubioną lalką na podłodze przed kanapą. Zachichotałam, słuchając, jak rozmawia do siebie przez swoje lalki. Była taka słodka. Chciałabym, aby została taka mała na zawsze.
"Aly" powiedziałam do niej. Spojrzała na mnie. "Czas spać, kochanie."
"Nie" jęknęła, kopiąc nogami.
"Alyssa May" skarciłam ją. Natychmiast skończyła, robiąc grymas i wydęła wargę. "Chodź" podniosłam ją, opierając sobie na biodrze. "Jutro się pobawisz, w porządku?"
Położyła głowę na moim ramieniu i poczułam, jak jej oddech stawał się powolny. Była już zmęczona. Zaniosłam ją do jej pokoju i przebrałam ją w piżamę, po czym położyłam ją do łóżka. Pocałowałam ją w czoło łagodnie, gdy ona zamykała swoje oczy. "Kocham się" wyszeptałam.
"Też cię kocham, mamusiu" odpowiedziała.
"Dobranoc" wyłączyłam światło w jej pokoju i wróciłam korytarzem do salonu. Gdy usiadłam, rozległo się pukanie do drzwi. Westchnęłam. Carolyn, jestem pewna. Ona zawsze przychodzi o tej godzinie. Jest to zwykle czas, gdy lubi tu przyjść i spędzić czas ze mną, bo wie, że Aly jest w łóżku.
Skierowałam się w stronę drzwi i przekręciłam klamkę, otwierając, aby zobaczyć... Och nie.
"Czego chcesz?" spytałam. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, opierając się o framugę drzwi.
"Woah" Jason wymamrotał, patrząc na mnie od góry do dołu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że mam na sobie swoją sukienkę nocną, która okazała się bardzo krótka. Czułam, że się rumienię i szybko zmieniłam temat, aby uniknąć zakłopotania.
"Dlaczego tu jesteś?" zapytałam.
"Oh, uh" odchrząknął. "Przyszedłem przeprosić za mój mały wybuch wczoraj. Chyba byłem... w szoku. Nie wiedziałem, jak się zachować. Przykro mi, że na ciebie podniosłem głos"
Westchnęłam. "Wybaczam ci."
"Naprawdę?" Jego oczy błyszczały.
Skinęłam głową.
"Więc... mogę się zobaczyć z Alyssą?" zapytał
Westchnęłam "Nie wiem, Jason."
Zmarszczył brwi . "Co masz na myśli? Dlaczego nie?"
"Ja po prostu... Nie czuję się dobrze, wiedząc, że ona się blisko ciebie, gdy ty będziesz kontynuował te rzeczy, które robisz. To znaczy, jesteś na liście najbardziej poszukiwanych, Jason."
Westchnął. "Wiem. Ale obiecuję, że nie pozwolę jej uczestniczyć w tym. Nigdy tego dla niej bym nie chciał, czy kogoś innego, naprawdę"
Spojrzałam w dół na ziemię, myśląc nad moim kolejnym ruchem. Czy pozwolić mu się z nią zobaczyć? Powiedzieć mu, że nie może być w jej życiu i żeby nigdy nie wracał? On zasługuje, aby wiedzieć. Słowa Carolyn chodziły mi po głowie. Zasługuje na to. Zasługuje na to. Ale potem znowu, on o niej nie wie. Powiedziałam mu. Nigdy nie mówiła o pozwoleniu mu być w jej życiu. "Co, jeśli się do ciebie przywiąże? Co, jeśli znowu odejdziesz? Nie mogę i nie chcę jej tego robić, ona zasługuje na coś lepszego niż to!" powiedziałam mu, skinął głową, zgadzając się ze mną.
"Nie zostawię jej, Proszę" Jason szepnął. Spojrzałam mu w oczy. Wyglądały jakby były przepełnione łzami. Nie. Nie ma mowy. Jason McCann nie płacze.
Westchnęłam. "Dobra"
Zaprowadziłam Jasona korytarzem do pokoju Alyssy. Gdy byliśmy przed jej drzwiami, odwróciłam się twarzą do niego. "Może spać" powiedziałam. Otworzyłam drzwi, wpuszczając go do środka. Gdy Weszłam do pokoju, podeszłam od razu do lampki przy jej łóżku i włączyłam ją.
"Mamusiu?" Alyssa spytała, siadając na łóżku.
"Hej kochanie" uśmiechnęłam się do niej. Podeszłam i usiadłam na skraju łóżka.
"Tato?" Aly jęknęła, patrząc przez moje ramię na Jasona, który obecnie stał oparty o framugę drzwi. Również na niego spojrzałam. Wpatrywał się w Alyssę z uśmiechem na twarzy.
"Aly" klęknęłam tak, że byłam na wysokości jej oczu. "Chcesz zobaczyć tatusia?" zapytałam.
Skinęła głową, dalej patrząc na Jasona. Spojrzałam przez ramię, patrząc, jak wchodzi do pokoju.
"Będę na korytarzu" powiedziałam im przed wyjściem z pokoju.

Jason


"Tato?" moja córka szepnęła, gdy zbliżałem się do niej. Uśmiechnąłem się, gdy łza spłynęła po moim prawym policzku. Możesz sobie wyobrazić jakie to uczucie, gdy twoja córka nazywa cię tatą? To najlepszy co można usłyszeć.
"Księżniczko" uśmiechnąłem się do niej. Usiadłem na brzegu łóżka przed nią i odwróciłem się do nie. Usiadła, przysuwając się. Usiadła przede mną i umieściła swoje drobne dłonie na moich policzkach.
"Nie płacz tatusiu" powiedziała, ocierając moje łzy przed umieszczeniem małego pocałunku na moim nosie, na co zachichotałem.
"Kocham cię" szepnęła, tak jakby bała się wypowiedzieć te słowa. Myślałem, że mój uśmiech nie mógł być szerszy, ale po chwili okazało się to błędem. Słysząc te słowa z jej ust, moje serce zaczęło szybciej bić. Tak naprawdę nigdy nie myślałem o tym wszystkim, nie myślałem jak to będzie trzymać moją córkę w ramionach, słyszeć jak nazywa mnie tatą lub słuchania jej, gdy mówi, że mnie kocha.
"Ja też cię kocham" wyszeptałem, pozwalając łzą spływać po moich policzkach. "Kocham cię tak bardzo" powiedziałem ponownie. Owinęła drobne ramiona wokół mojego torsu, a ja owinąłem ją swoich ramieniem, przyciągając ją bliżej siebie. Zamknąłem oczy i po prostu cieszyłem się tą chwilą z moją córką.
"Kochanie, pójdziesz pobawić się lalkami Barbie w salonie, a ja za chwilę do ciebie przyjdę?" Carly zapytała. Alyssa skinęła głową.
"Kocham cię tatusiu" powiedziała, gdy pomagałem jej zejść na podłogę, po czym pobiegła pobawić się lalkami.
"Ona jest najsłodsza" wpatrywałem się w przestrzeń.
"Tak, jest" Carly potwierdziła. "Ciągle o ciebie pytała po tym, jak wyszedłeś. Nie wiedziała, czy wrócisz" Wstałem z łóżka Aly i podszedłem do Carly, po czym przytuliłem ją. Trzymałem ją blisko siebie, chowając twarz w jej włosach.
"Dziękuję" powiedziałem.
"Za co?"
"Za pozwolenie mi się z nią spotkać. Obiecuję, że nigdzie nie odejdę" obiecałem. "Opowiedz mi o niej" poprosiłem, przerywając przytulenie, chcąc dowiedzieć się więcej o swojej córce.
"Dobrze" zaczęła siadając na łóżku Aly. Poklepała miejsce obok siebie, a ja szczęśliwie dołączyłem do niej. "Urodziła się 23 lutego 2013 roku o 4:11 nad ranem i ważyła 2.35kg. Jej pełne imię to Alyssa May Harris, urodziła się dwa tygodnie wcześniej, ale mogłam zabrać ją do domu po czterech dniach." Nie mogłem zaprzeczyć, że byłem rozczarowany faktem, że nie miała mojego nazwiska, ale mogę to zrozumieć. Ale teraz to nie ma znaczenia. Byłem szczęśliwy. Teraz.